Archive | Październik 2018

Time to say goodbye?

 

Piszę troszkę, żeby się pożegnać. Nieperfekcyjna musi odejść. W czasach gdy facebook i instagram pokazują nam jak mamy żyć, a szczytem odwagi jest nosić rozmiar 38 i się tego nie wstydzić, stwierdzam, że na mnie już pora… ale zaraz zaraz czy to właśnie nie po to zaczęłam pisać, żeby nie dać się zwariować temu co proponuje mi multimedialny świat. Nie chcę być hipokrytką, czasem wstawiam zdjęcia na insta czy fejsa, ale kurła nie robię piesków na snapczacie. Nikt mnie nie pyta – skąd sweterek, po ile torebka, bo musiałabym napisać, ano z Lidla. I żeby nie było, nie cierpię z tego powodu. Czuję, że mam w tej materii przewagę. Nie jestem niewolnikiem metek. Jetem przysłowiową Kowalską, mieszkam na osiedlu z płyt betonowych, a mój kredyt jest większy niż ego mojej byłej szefowej. Czasem siebie lubię, a czasem nie. Miewam koszmary. A największy z nich to ten, że nie mogę wyjść z domu. Kocham przestrzeń i nawet lubię ludzi, jak na przyzwoitego Ha eRa przystało. Duszę się kiedy jestem w jednym miejscu bez przerwy. Przypalam ciasto czasami, a innym razem to robię takie z zakalcem (na szczęście ma kto zjadać), bywa że zrobi coś perfekcyjnie, wtedy wszyscy dookoła są tak zdumieni, jakby pierwszy człowiek stanął znów na księżycu czy innym marsie. Nie lubię poniedziałków, bo to oznacza koniec laby, chodzenia w niedzielę do popołudnia w piżamie i jedzenia ciasteczek na bajce o jakichś potworkach czy innyych księżniczkach. Kocham czytać, kocham książki, bo są jakie papierowe przyjaciółki. Ich zapach przywodzi na mają myśl zapach wszystkich dni nastoletniości, kiedy siedziałam zamknięta w swoim świecie i czytałam bez opamiętania. Dalej tak mam. Nic nie poradzę, czytanie uzależnia.

Ostatnio zastanawiałam się, kiedy wszystko przestanie się tak zmieniać. Zmieniam pracę, otoczenia, pomysły na życie i siebie. I wtedy coś do mnie dotarło. Jedyną stałą w moim życiu są moi Trzej Muszkieterowie, Mąż i i nasi M&M. Wszystko inne jest obarczone znamieniem ciągłej ewolucji a czasem nawet rewolucji. Z czego to wynika. Ano z tego, że nie chcę pozwolić sobie na bylejakość, na tzw. ciepły ku..dołek, jak nazywa to moja bardzo bliska koleżanka. Trzeba ruszyć te przysłowiowe 4 litery po coś innego, sięgać wyżej, dotknąć gwiazd, bo jak nie teraz to kiedy. Nie wolno się nam godzić, na żadną na świcie byle jakość – związku, pseudo przyjaźni, pracy (w której jedyną szanowaną osobą jest wynik), pasji, która od dawna nas nie spełnia. Mam taką przy sobie taką obserwację ze swojego otoczenia, która jest dla mnie smutna, że to pokolenie w którym przyszło mi się zjawić na tym świecie, ma taką niesamowitą moc godzenia się na to Jak Jest, patrząc na młodsze pokolenia i biorąc pod uwagę moje doświadczenia z ogródka rekrutacji, nie zawaham się stwierdzić, że oni potrafią walczyć o swoje, pomimo całej swej roszczeniowości wobec świata i ludzi. A my jak te posłuszne pieski wykonujemy pracę, która nie spełnia, albo wymaga poświęceń, wszystkiego i wszystkich dookoła. Zapytajcie siebie czy warto? Co musiałoby się stać, żeby pozwolić sobie na chwilę refleksji i przestać lecieć w stronę płomienia niczym ćma zaślepiona jego blaskiem. Szybko można się spalić. Wiem, co mówię. Moje doświadczenia o tym mówią, czasem nawet krzyczą. Prawie spłonęłam na stosie własnych ambicji i godzin nadliczbowych, subiektywnie stwierdzam, że jestem na to zbyt niesubordynowana, że się tak wyrażę. Rozumiem, że może niektórym z nas brakuje czasów PRL i tego całego kolektywizmu, wiary w jeden cel. Ale zebranie w korpo przypomina często spotkanie członków Amwaya – GREJT DŻOB, JU KEN DUŁ IT, EKSELENS – a teraz wszyscy klaszczemy, bijemy brawo… To się podobno nazywa motywowanie. A potem wyciskanie z człowieka soku kropelka po kropelce i jak myślisz, że wycisnęli już z ciebie wszystko, jak z jakiejś podrzędnej cytrynki, to okazuje się, że kurła jeszcze bardziej Ciebie zczelendżują i wycisną nawet skórkę, która ledwo się trzyma. I tu będę jak moja ukochana Kasia Nosowska i powiem BASTA. Czas ruszać w nieco innym kierunku, są chyba jeszcze na świecie miejsca gdzie nie trzeba klaskać (pomijając Rubika, który z klaskania uczynił artyzm).

Opamiętajmy się nim wszyscy spłoniemy…

Tulę Cię dziś mocniej niż zwykle, wybacz gorycz, czasem muszę, żeby nie było za słodko, cukier to narkotyk, także ten. Ściskam :*